WZROST EFEKTYWNOŚCI

Nie musimy też ope­rować poszczególnymi urządzeniami, ‚wystarczy przekazać właściwy program maszynie cyfro­wej. Mając do dyspozycji bibliotekę takich’pro- gramów możemy modyfikować wcześniej nagra­ne utwory i zaznajamiać się z techniką innych kompozytorów. Twórcy muzyki mogą dowolnie kształtować nagrany na taśmie materiał, mogą kolekcjonować dźwięki jak znaczki pocztowe.Dzięki komputerowi niepomiernie wzrosła efektywność elektronicznego studia i zmienił się sposób jego wykorzystywania. Jeśli usłyszymy dźwięk niezgodny z zamierzonym — możemy natychmiast, podobnie jak dyrygent w orkie­strze, zatrzymać z pomocą komputera instru­menty i zmienić program szukając właściwego brzmienia. Co prawda, minikomputer kosztuje obecnie prawie tyle, co wszystkie pozostałe urządzenia studia elektronicznego, ale rezulta­ty są nieporównywalne -— za dwukrotnie wyż­szą cenę uzyskujemy kilkanaście lub kilkadzie­siąt razy lepsze wyniki.

USTAWIENIE PARAMETRÓW

Trzeba ustawić pożądane para­metry na każdym z urządzeń, sprawdzać jakość dźwięku, nagrywać go na taśmę, splatać z sobą agrane osobno efekty — te czynności, wyko­nywane jedna po drugiej są ogromnie absorbu­jące. Na dowod tego przytoczmy fakt, że opracowame napisanego z okazji XX Igrzysk Olim­pijskich utworu Pendereckiego Ekecherija trwało w Studio Eksperymentalnym Polskiego Kadia kilkaset godzin. Dodatkowe trudności powstają wówczas, kiedy dokonujemy zmian.T rudno wtedy trafić na poprzedni układ, bo trzeba zapamiętać położenie wszystkich pokrę- ei przełączników i przyrządów pomiarowych.Komputer ustawia je wszystkie naraz, wielokrotnie szybciej niż ludzka ręka. Pozwala nie tylko tworzyć dźwięki na bieżąco i jednocześ­nie je z sobą mieszać, pamięta także sposób ich wytworzenia, czyli każde z kolejnych nastawień na pulpicie sterowniczym.

NA UKŁADACH SCALONYCH

Opisywane dotychczas komputery wykony­wały prace pomocnicze, jak gdyby na tyłach muzyki — pora omówić ich akcję na pierwszej Mn ii frontu, czyli udział w bezpośrednim two­rzeniu muzyki. Dadzą się tu wyodrębnić trzy główne kierunki natarcia. A więc w kolejności, zaczynając od najmniej złożonej operacji: ste­rowanie elektronicznym sprzętem muzycznym, synteza dźwięków oraz komponowanie utworów muzycznych. Podział taki jest oczywiście umo­wny, granice między poszczególnymi kierunka­mi trudne czasem do wytyczenia. Przyjmijmy je tylko dla porządku.Sterowanie przy użyciu komputera, zagadnie­nie ogromnej wagi, jest przedmiotem rozważań licznej kadry fachowców i ma już bogatą lite­raturę. Nie muzyka, rzecz jasna, znajduje się w centrum zainteresowania — chodzi przede wszystkim o komputery sterujące złożonymi procesami przemysłowymi.

POLSKI PIONIER

W Polsce pionierem gry na minimoogu jest Czesław Niemen, używa tego instrumentu od 1972 roku. Gdy muzycy z zespołu towarzyszą­cego Niemenowi usamodzielnili się i zaczęli wy­stępować pod nazwą SBB (skrót od Szukaj, Burz i Buduj), nie mogli już się obejść bez włas­nego syntezatora. I kto wie, czy nie dzięki doce­nianiu walorów mooga SBB wysunęło się bły­skawicznie na czoło naszej awangardy muzycz­nej. Ale chociaż nagrania moogów pojawiają się w Polskim Radio, wiedza o syntezatorach nie wykracza na ogół poza kawiarniane ogólniki. Krytyk muzyczny Mirosław Kondracki, dowie­dział się jak sam pisze — podczas jednej audycji, że „Muk (sic!) to myśląca maszyna, która gra, kiedy włoży się w nią program” a z drugiej audycji, że ‘„»dze muk« to mózg za­programowany”, i zagroził, że po trzeciej au­dycji na podobnym poziomie „pojawi się w re­dakcji z wiatrówką”.

PRZYJĘTE NA STAŁE

Cokolwiek się o nich powie, moogi przyjęły się na stałe i mają swój udział w sukcesach naj­słynniejszych zespołów młodzieżowych, takich jak Pink Floyd i Alice Cooper. Często, słucha­jąc skrzypiec, gitar, organów elektrycznych nie podejrzewamy nawet w utworze udziału imitu­jącego je mooga — że to właśnie moog jest au­torem fascynujących wibracji, które znakomi­cie wplecione w melodię sprawiają, że piosenka Natbush City Limits w wykonaniu Tiny Turner należy do najsłynniejszych przebojów lat sie­demdziesiątych. „Jeszcze nigdy nie słyszeliście czegoś podobnego, ten gwizd przebija na wylot, przykuwa do krzesła, a jednocześnie daje o- gromną siłę” — tak zapowiadał Natbush pre­zenter Radia Luksemburg.

WARTOŚĆ ARTYSTYCZNA

Nikłej wartości artys­tycznej sekundowały zwykle futurologiczne pre­tensjonalne tytuły utworów, jak choćby Dzwo­ny z Jupitera czy Zakochany Komputer Kingsleya i Perry’ego lub Nierozwiązany problem sublimacji Powella. Reakcja publiczności była łatwa do przewidzenia, los płyty przywodził na myśl karierę wybitnych sportowców: po wspa­niałym debiucie — entuzjazm tłumów, rychło ustępujący miejsca znudzeniu i złośliwej satys­fakcji po udanych próbach pokonania mistrza przez rywali. Moogów żadne urządzenie jeszcze nie pokonało, ale ci, którzy chcieli na nich zbyt szybko zrobić majątek, wyrządzili krzywdę bo­gu ducha winnej maszynie. Stąd pierwsze obja­wy rozczarowania. Pewien recenzent z „New York Timesa” domagał się ironicznie, aby moog, skoro nagrywa wszystko, nagrał również płytę: Abbot and Costello Meet Moog (Abbot i Costel- lo — popularna para bohaterów komiksu, chudzielec i gcrubas — spotykają mooga) lub I Was an Underground Moog for FBI (Byłem tajnym moogiiem w służbie FBI).

 

ŁATWOŚĆ SUKCESU

Austriacki inżynier elektroakustyik Hans Wurman, realizator The Moog strikes Bach, wzbudził zachwyt meloma­nów dalszymi opracowaniami, za rewelacyjne zwłaszcza uznano Eine Kleine Nachtmusik. Marsz turecki Syntezowano już nie tylko muzykę poważną, ale i lekką, czego do­wodem są płyty Moog Espańa i Moog Power (RCA), Switched-On Moog (Athena), Age of Electronicus i Moog-Electric Eclectis (Com- mand). Nie pominięto również muzyki młodzie­żowej — np. Switched-On Rock (Columbia), przy czym znów wyróżnił się tu Wurman synte­zą znanej melodii Jumpin’ Jack Flesh napisanej przez Micka Jaggera z Rolling Stonesów. W większości późniejszych nagrań względy handlowe przesłoniły walory nowego instru­mentu, który sprowadzony w nich został do roli atrakcyjnego ozdobnika.

CHŁONNOŚĆ RYNKU

Rynek wchłaniał równie szybko następne „syntetycz­ne płyty. Jedna z nich — nazwana z lekką me­galomanią The Moog strikes Bach. to sau nothmg of Chopin, Mozart, Rachmaninoff Pagamni’ and Prokojiefj (Moog odkrywa Bacha… nie mówiąc już o Chopinie, Mozarcie, Rachma­ninowie, Paganinim i Prokofiewie) — pozwala na stwierdzenie, że moogi „nie kłócą się” z du­chem polskiej muzyki. Oto wyjątki z recenzji zamieszczonej w czasopiśmie „Ruch Muzyczny”- „Na pierwszy ogień idzie Chopin Etiuda op.’lO nr 5 (na czarnych klawiszach) i… robi dobre wrażenie. Czyste, bogate brzmienie, niewiary­godnie precyzyjne, miękkie staccato — to zasłu­ga instrumentu nie syntezysty! — doskonałe tempo .Łatwość sukcesu na nowym polu spowodo­wała wezbranie fali nagrań.

 Page 1 of 29  1  2  3  4  5 » ...  Last »